Gdynia
2
5.0
Během několika minut
1
Cześć!
Odkąd pamiętam, koty zawsze były częścią mojego życia. Już jako dziecko przynosiłam do domu bezdomne koty i razem z mamą szukałyśmy im kochających rodzin. Potem udzielałam się w kociej fundacji, a dzisiaj jestem dumną opiekunką dwóch wspaniałych kotów: Boczusia i Ferdka. To właśnie ze względu na nich i żeby nie stresować Twojego mruczka zmianą terytorium – oferuję wizyty i opiekę wyłącznie u Ciebie w domu (na terenie Gdyni). Prywatnie jestem osobą pozytywnie nastawioną do życia, odpowiedzialną i komunikatywną. Łatwo nawiązuję kontakt z ludźmi i zwierzakami. Rozumiem, jak wielkim stresem dla właściciela jest wyjazd bez pupila, dlatego gwarantuję stały kontakt i zdjęcia z wizyt.
Moje doświadczenie to zdecydowanie więcej niż tylko wsypywanie karmy do miski i głaskanie. Przez moje ręce przewinęły się 24 koty tymczasowe, którym z powodzeniem znalazłam nowe domy.
Nie boję się wyzwań medycznych. Odchowałam między innymi dwa mioty kociaków (od 2 miesiąca życia), w tym z którymi przeszłam przez ciężką walkę z panleukopenią (spoiler, wszystkie przeżyły!), a z drugim leczyłam zaawansowany koci katar. Oznaczało to codzienne wizyty w lecznicy i kroplówki, dlatego opieka nad chorym kotem czy podawanie leków to dla mnie żaden problem.
Mam też solidne podstawy behawioralne, konsultowane na spotkaniach z behawiorystą. Co to oznacza w praktyce?
Wiem, jak się bawić: Nie macham po prostu wędką w powietrzu. Bawię się tak, żeby zachować pełen cykl łowiecki – dzięki temu kot po mojej wizycie jest zrelaksowany, wybawiony i spokojny.
Rozumiem kocie lęki: Mam sporo doświadczenia z kotami mocno wycofanymi i nieśmiałymi. Umiem odczytywać ich sygnały, szanuję ich przestrzeń i do niczego nie zmuszam.
Twój kot dostanie ode mnie dokładnie tyle czasu, uwagi i cierpliwości, ile będzie potrzebował.
5.0
5.0
5.0
Ferdek to prawdziwy wojownik. Trafił do mnie z fundacji „Niekochane” na dom tymczasowy (spoiler alert: już stały!), jako mały, 3-miesięczny kociak razem z trójką rodzeństwa. Miał tak zaawansowany koci kata, był słaby i miał tak silne zapalenie oka, że baliśmy się, że nie uda się go uratować. Oko było całkowicie zamglone. Przez pierwszy tydzień dosłownie co godzinę zakrapiałam mu je kroplami od weterynarza. Na początku był małą, przerażoną kulką, która głośno na mnie syczała, jeszcze wtedy nie wiedział, że człowiek jest dobry. Na szczęście bardzo szybko się oswoił! Jaki jest dziś? To ogromny miziak, który całym sobą kocha człowieka. Co lubi? Szaleństwa z piłeczkami i myszkami, a jako mądry kot uwielbia też wysilać szare komórki przy kocich puzzlach i matach węchowych. Czego nie znosi? Zdecydowanie omija szerokim łukiem dynię w karmie!
Boczuś to brat Ferdka z tego samego miotu. W przeciwieństwie do brata, początki z nim wymagały znacznie więcej cierpliwości. Długo trzymał dystans – chętnie bawił się z rodzeństwem i zabawkami, ale bał się człowieka. Żeby mu pomóc, skonsultowałam się z behawiorystą i ustaliłyśmy dokładny plan działania. Efekt? Dzisiaj Boczuś kocha mizianko jeszcze bardziej niż Ferdek! Zgodnie z imieniem, to uroczy pochłaniacz jedzenia, który zawsze chętnie coś przekąsi. Nigdy nie jest najedzony, zawsze sprawdza, czy Ferdek na pewno niczego nie zostawił, i potrafi wylizać miseczkę do absolutnego zera. Każdy nasz dzień zaczyna się tak samo. Boczuś przybiega rano prosto do łóżka na obowiązkową dawkę drapanka, witając mnie głośnym i bardzo przyjemnym „prrrprrr”.