Biorąc pierwszą moją kotkę, miała trzy miesiące, mała czarna kulka. Była do o dziwo samotnej adopcji, jak się później okazało, dosłownie pierwsze trzy dni. Okazało się, że jest chora. Początkowa diagnoza FiP. Później pojechaliśmy do kolejnego weterynarza, który już potwierdził nam, że kotka nie choruje na FiP, tylko miała bakterie w płucach. Przez co, minęło dużo czasu, dużo leków, nerwów, nie przespanych nocy, ale dzięki niej wiem na co zwracać uwagę, jak reagować, kiedy zachowanie kota jest dziwne, tymbardziej że koty rzadko pokazują co im dolega.
Następnego Kotka adoptowałam po uzgodnieniu z weterynarzem, gdy moja kotka była już zdrowa, bo okazało się że była bardzo żywym kotem i z partnerem naprawdę nie dawaliśmy już rady bawić jej codziennie żeby się wybiegała itp ile faktycznie potrzebowała więc nawet w taki sposób jak znajdowanie zajęcia dla kotów czy psów, mam doświadczenie. Następny kotek jak się okazało został nam wydany rzekomo mając trzy miesiące, a tak na prawdę miał koło półtora. Opieka nad nim przez to także była całkiem inna. Później zaadoptowałam suczkę, całe szczęście jej nic nie dolegało. A we wrześniu 2025 roku, zaadoptowaliśmy Golden Retrievera. Jak się okazało ma problem zdrowotny, przez co podczas jedzenia czasami treść pokarmowa trafia do nosa. Początki były bardzo ciężkie, nie wiedzieliśmy co mu dolega, co chwile katar, pełno różnych diagnoz, pełno leków, był nawet moment, gdzie trafił jako nadal szczeniak pod narkozę i miał płukane całe nozdrza. Teraz już wyprowadziliśmy go na tyle, że od kilku ładnych miesięcy nie był na antybiotyku, nie ma kataru. Diagnoza ustalona, zawiotkie mięśnie przełyku. Zbudowaliśmy mu nawet specjalne karmidełko, które często stosuje się u psów z przełykiem olbrzymim.
Pomagam również moim bliskim, bo pomijając doświadczenie mam również nie skromnie dużą wiedzę jak podejść do zwierząt, jak nie krzywdząc ich zbudować z nim zaufanie bo to najważniejsze. Zdarzyło mi się również, że ugryzł mnie ogromny pies, także w tym też mam doświadczenie, z kotem który potrafi zaatakować bez powodu większego także mam duże doświadczenie. Moje koty nie wyciągają pazurów, nie gryzą.
Podsumowując. Potrafię podawać leki, utrzymać dużego psa na spacerze, pracować nad lękami jak i uczyć różnych komend. Bawić się czy nawet tylko pomiziać. Nigdy nie naruszam bezpiecznej strefy zwierząt. Moje zwierzęta są nauczone bycia delikatnymi i nieagresywnymi pupilami. Zapraszam nawet pierw na zapoznanie się z moimi zwierzątkami, bo również na balkonie mam pod opieką taką małą, parę ptaszków.