Od dziecka miałam kontakt ze zwierzętami. Aż do studiów była ze mną Lusia-kundelek przypominający spanielka, o łagodnym usposobieniu. Uwielbiałam z nią przebywać, wychodzić na długie spacery, bawić się. Dostała nielimitowaną ilość głasków i ciepła. Częstą towarzyszką u Nas była ratlerka babci-Figa. Oba psy fajnie ze sobą funkcjonowały, Figa podobnie jak Lusia była przyjaznym i ruchliwym psem. Z czasem zaczęłam coraz bardziej interesować się opieką nad zwierzakami. Jak tylko trafiała się okazja, czy to u rodziny czy u znajomych byłam pierwsza. Zauważyłam, że sprawia mi to dużą frajdę. Już nawet moi znajomi, którzy znali moją dużą potrzebę kontaktu z futrzakami, zaczęli mnie polecać. Opiekowałam się w międzyczasie dwoma kundelkami średniej wielkości, wziętymi z ulicy/Fundacji, więc już po różnych przejściach. Jeden maści amstaffa był bardzo reaktywny, mający trudnosci z emocjami, czasem agresywny. Ten drugi był łagodniejszy. Oba potrzebowały dużo miłości, ruchu, długich spacerów, wybiegania się, uwagi i zabawy. Opieka zwykle była dłuższa-kilkugodzinna/dniowa u własciciela w domu. Wychodziłam doraźnie na spacery też z większymi psami- rasy husky, golden r. Opiekowałam się też kotami- nierasowymi i z hodowli (brytyjczyki, kornisze). Sama przygarnęłam zalęknioną kotkę, która jest ze mną do dziś. U rodziców też pojawił sie kot, którym nieraz się zajmowałam. W kontakcie z pupilami działam głównie intuicyjnie, bazując na poprzednich doświadczeniach. Opieka była różnego formatu: doraźna, kilkugodzinna, całodobowa, kilkudniowa, domowa. Obejmowała spacery, zabawę (piłka,szarpak,wędki..), karmienie, doraźne podawanie leków (bez zastrzyków), sprzątanie kuwety, "towarzyszenie", mln głasków wedle życzenia!